poniedziałek, 20 grudnia 2010

Dzień 3

W nocy koty trochę dokazują. Wiedzą, że domownicy śpią, więc pozwalają sobie wejść na łóżko i przyjrzeć im się z bliska. Przebudziłam się, czując na stopie miękkie futro. Jeden z kotów z zapałem drapał naszą kanapę. Cóż... jak tylko uda się je pogłaskać i nawiązać serdeczniejszy kontakt, pokażemy im, gdzie jest drapak.

Nad ranem Maksiu znalazł sobie nowe miejsce do spania. Wślizgnął się do naszego łóżka, czołgając się pod prześcieradłem. Dzięki temu spał na łóżku, a my go nie widzieliśmy! Maks spał w ten sposób do wieczora, pozwalał się głaskać przez prześcieradło, dopiero pod wieczór wskoczył pod łóżko do siostry.


Maksiu śpiący w prześcieradle...





Tipi postanowiła pozwiedzać okolice łóżka:)



Dzień 2

Nasze ukochane kotki siedzą uparcie pod łóżkiem i raczej nie zapowiada się na to, żeby szybko wyszły. Trochę martwimy się, czy aby na pewno wiedzą, gdzie jest jedzenie, woda, kuweta. Cały przygotowany przez nas wikt i opierunek pozostaje nietknięty.

Po południu, kiedy oboje siedzimy w pokoju, słyszymy ciche skradanie się. Koty wyszły na rekonesans. Jedzą, piją, korzystają z kuwetki. Rozglądają się po pokoju, każdy zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Maks to typowy facet, kręci się koło komputera. Dokładnie ogląda go z przodu i z tyłu, na koniec wchodzi między kable, jakby chciał sprawdzić, czy wszystko dobrze przypięte. Tipi bardziej interesuje się domownikami. Kiedy śpię, siada na łóżku obok mnie i wpatruje się we mnie. Jest też bardziej gadatliwa, co chwile grucha coś do brata.

Mimo, że płoszy je każdy ruch, udaje nam się zrobić im kilka zdjęć.






Pod koniec dnia Tipi dała się ponieść fantazji i nawet pozwoliła sobie na zabawę z Michałem. Co prawda nie dała się pogłaskać, ale to i tak dużo!

Dzień 1

Zaraz po wyjściu z kontenera, koty pochowały się w najciemniejszych zakamarkach mieszkania i znalezienie ich zajęło nam trochę czasu. Oczytani kocimi poradnikami, wiedzieliśmy, że nie należy ich siłą wyciągać z kryjówek. Niestety, Maksiu uciekł tam, gdzie drzwi miały być zamknięte, i gdzie panował delikatnie mówiąc bałagan. No cóż - obchodziliśmy go delikatnie, kombinowaliśmy, jakby go tu przenieść z powrotem do siostry. Po paru godzinach udało nam się go podstępem zwabić do wielkiego kartonowego pudła, w którym wynieśliśmy go do naszego pokoju. Przyprowadziliśmy siostrę - Tipi - i kotki od razu poczuły się raźniej. Maksiu zapomniał o stresie i prawie od razu wyruszył na poznawanie nowego terenu, a za nim Tipi. Koty wlazły za biurko, chwilę posiedziały w kablach, po czym przeniosły się pod łóżko.

Oto filmik z pierwszej nocy w naszym domu. Kotki chodzą jeszcze bardzo niepewnie, ale dzielnie zwiedzają okolicę. Schemat zawsze jest ten sam - pierwszy idzie Maksiu, krok za nim Tipi.