Zaraz po wyjściu z kontenera, koty pochowały się w najciemniejszych zakamarkach mieszkania i znalezienie ich zajęło nam trochę czasu. Oczytani kocimi poradnikami, wiedzieliśmy, że nie należy ich siłą wyciągać z kryjówek. Niestety, Maksiu uciekł tam, gdzie drzwi miały być zamknięte, i gdzie panował delikatnie mówiąc bałagan. No cóż - obchodziliśmy go delikatnie, kombinowaliśmy, jakby go tu przenieść z powrotem do siostry. Po paru godzinach udało nam się go podstępem zwabić do wielkiego kartonowego pudła, w którym wynieśliśmy go do naszego pokoju. Przyprowadziliśmy siostrę - Tipi - i kotki od razu poczuły się raźniej. Maksiu zapomniał o stresie i prawie od razu wyruszył na poznawanie nowego terenu, a za nim Tipi. Koty wlazły za biurko, chwilę posiedziały w kablach, po czym przeniosły się pod łóżko.
Oto filmik z pierwszej nocy w naszym domu. Kotki chodzą jeszcze bardzo niepewnie, ale dzielnie zwiedzają okolicę. Schemat zawsze jest ten sam - pierwszy idzie Maksiu, krok za nim Tipi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz